GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za lipiec 2026 r. W tym miesiącu sprzedaż detaliczna w cenach stałych była wyższa niż przed rokiem o 3,9%. W porównaniu z czerwcem 2026 r. nastąpił wzrost sprzedaży detalicznej o 2,2%. W przypadku e-handlu w lipcu 2026 r. wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących była o 9% wyższa niż przed rokiem, a udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zwiększył się w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego z 8,6% do 8,9% (na koniec czerwca udział wynosił 9,1%).
Najnowsze dane komentują poniżej eksperci Univio, Finax, Fast White Cat i Comperia.pl SA.
Tomasz Gutkowski – dyrektor ds. sprzedaży Univio
Lipcowy odczyt zapowiadał się jako test odporności polskiego konsumenta na nowy szok cenowy. Po solidnym czerwcu (wzrost sprzedaż detalicznej o 6,2% r/r), gdy Polacy chętnie kupowali meble, RTV/AGD i samochody, lipiec przyniósł wyraźnie odmienne otoczenie makro. Istotny czynnik to zmiana inflacji – ta wzrosła do 3,0% r/r z 2,5% w czerwcu, niemal wyłącznie za sprawą paliw (+15,8% r/r), po przywróceniu 23-proc. VAT i zniesieniu cen maksymalnych na stacjach. To uderza w portfele kierowców i mogło schłodzić zakupy dóbr trwałych. Żywność wciąż jednak tanieje (-0,4% r/r), co uwalnia część budżetów domowych na inne wydatki, w tym te związane z wakacjami i letnim spędzaniem czasu. Wzrost sprzedaży notowały branże związane z rekreacją, ale także urodą i pielęgnacją. Optymistyczny sygnał płynący z e-commerce za sprawą wcześniej opublikowanego badania Base Index, które pokazało wzrost sprzedaży online w lipcu o 13,1% (przy rosnącej liczbie zamówień i wartości koszyka) został dziś potwierdzony także przez dane GUS (wg nich sprzedaż internetowa była o 9% wyższa niż przed rokiem). Nastroje konsumenckie mierzone co miesiąc przez GUS pozostają raczej ambiwalentne: ocena bieżącej sytuacji się pogorszyła, ale oczekiwania na przyszłość lekko się poprawiły. W tle ciąży też przedłużający się szok naftowy związany z sytuacją na Bliskim Wschodzie, osłabiając siłę nabywczą w całym drugim półroczu.
***
Dominik Baldowski – analityk Finax
Najnowsze dane GUS pokazują, że w lipcu sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 3,9 proc. w porównaniu z lipcem ubiegłego roku. Wśród poszczególnych kategorii rynku wyróżnia się m.in. sprzedaż mebli, RTV i AGD. Lipcowe dane o sprzedaży warto zestawić z opublikowanymi kilka dni temu informacjami o nastrojach konsumentów w sierpniu. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej spadł wówczas do -11,3 pkt, a spośród jego składowych najbardziej pogorszyła się ocena obecnej możliwości dokonywania ważnych zakupów – o 3,3 pkt względem lipca. Może to wskazywać na utrzymującą się ostrożność konsumentów w podejściu do większych wydatków.
Sama sprzedaż detaliczna nie daje pełnego obrazu kondycji finansowej gospodarstw domowych. Równie istotne jest to, jaka część dochodów jest przeznaczana na bieżącą konsumpcję, a jaka pozostaje w formie oszczędności. Z punktu widzenia finansów osobistych kluczowe jest zachowanie równowagi między tymi dwoma obszarami. Ograniczenie części wydatków samo w sobie nie poprawia jeszcze sytuacji finansowej, jeśli uwolnione w ten sposób środki nie są świadomie zagospodarowane. W pierwszej kolejności warto wykorzystać je do budowy poduszki finansowej, a po jej zgromadzeniu rozważyć regularne, długoterminowe inwestowanie. Z perspektywy gospodarstw domowych istotne będzie więc nie tylko to, jak w kolejnych miesiącach zmieni się konsumpcja, ale również czy większa część dochodów będzie przekładała się na trwały wzrost oszczędności.
***
Jakub Rajski, Dyrektor ds. Doradztwa Strategicznego i Członek Zarządu w Fast White Cat (Digitree Group)
Wakacje miały schłodzić e-commerce. Nie schłodziły. Lipiec przyniósł wzrost sprzedaży online zarówno miesiąc do miesiąca, jak i dwucyfrowo rok do roku – w miesiącu, który w handlu internetowym tradycyjnie należy do najsłabszych. To nie jest odbicie od niskiej bazy ani efekt promocji. Rosła jednocześnie liczba zamówień i średnia wartość koszyka, a to znaczy, że klienci nie tylko kupują częściej, ale przestali też zaciskać pasa przy pojedynczym zakupie. Dla sklepów to najlepsza możliwa kombinacja, bo cały rok branża nadrabiała częstotliwością to, co traciła na coraz lżejszych koszykach.
Za częścią tej odporności stoi kalendarz regulacyjny. Od 1 lipca zniknęło zwolnienie z cła dla przesyłek spoza UE o wartości do 150 euro, a w jego miejsce weszła ryczałtowa stawka 3 euro – naliczana od każdej pozycji towarowej w przesyłce, nie od całej paczki. Przy drobnych, mieszanych zamówieniach z azjatyckich platform to realnie odczuwalna zmiana ceny końcowej. Część budżetów, które przez lata płynęły do sprzedawców spoza Wspólnoty, zaczyna wracać do sklepów krajowych i unijnych. Najlepiej widać to w eksporcie: sprzedaż zagraniczna polskich sprzedawców zdecydowanie wzrosła rok do roku. Warunki konkurencji, przez lata wykrzywione na korzyść platform spoza UE, zaczynają się wyrównywać – i to jest okno zarówno na rynku krajowym, jak i w ekspansji na inne rynki Wspólnoty.
Tylko że to okno nie będzie otwarte wiecznie. Od 1 listopada dojdzie unijna opłata manipulacyjna od przesyłek spoza Wspólnoty, a azjatyckie platformy już dziś przenoszą logistykę do europejskich magazynów, żeby nowe koszty ominąć. Przewaga regulacyjna ma termin ważności – zostaje ta operacyjna. Do Black Friday są niecałe trzy miesiące i to teraz jest czas na pracę, której nie da się zrobić w październiku: testy wydajnościowe pod szczyt, uszczelnienie logistyki cross-border, przegląd ścieżki zakupowej. Warto potraktować to jako ostatni moment na odpowiednie przygotowania, by móc spokojnie świętować końcówkę roku.
***
Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA
W porównaniu z poprzednim rokiem e-commerce rósł wyraźnie szybciej niż cały handel detaliczny – wartość sprzedaży przez internet zwiększyła się o 9,0 proc. W ujęciu miesięcznym obraz jest już inny. Sprzedaż online była praktycznie płaska (spadek o 0,2 proc. względem czerwca), a za cały miesięczny wzrost sprzedaży ogółem odpowiadał kanał stacjonarny.
Nasuwa się tu wyjaśnienie wakacyjne. W szczycie sezonu urlopowego więcej zakupów robimy po prostu na miejscu – w trasie, w miejscowościach wypoczynkowych, w sklepach, do których wchodzimy. Lato przesuwa część popytu do kanału tradycyjnego nie dlatego, że konsument rezygnuje z internetu, ale dlatego, że logistyka dostawy przestaje pasować do jego trybu życia.
Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej wyniósł 8,9 proc. To najwyższy wynik dla lipca w całej dostępnej historii danych GUS, co jest pochodną długofalowego trendu, a nie świeżego przyspieszenia w samym kanale internetowym.
W tym miesiącu warto zwrócić uwagę na dwie kategorie: pojazdy samochodowe, motocykle, części oraz tekstylia, odzież, obuwie.
W pierwszej z nich po słabym starcie roku sprzedaż online odbiła w marcu (+84,9 proc. m/m) i rosła przez kolejne trzy miesiące, choć coraz wolniej. W lipcu ten ciąg się urywa – spadek o 54,0 proc. m/m, a więc najgłębsze cofnięcie od styczniowego dołka. Udział e-commerce w kategorii zjechał z 3,4 proc. do 1,5 proc., najniżej od grudnia 2024 r., podczas gdy cała kategoria – offline i online razem, w cenach bieżących – urosła w tym czasie o 1,2 proc. m/m. A więc powodem spadków nie jest słabnący popyt na samochody w ogóle, ale utrata impetu kanału internetowego w tej kategorii.
Rocznych odczytów tej grupy wciąż nie ma sensu czytać wprost – minus 61,3 proc. to nadal echo ekstremalnie wysokiej bazy z 2025 r., o czym wspominałem w poprzednich miesiącach.
Druga kategoria wymaga ostrożniejszej analizy. Udział e-commerce w tekstyliach, odzieży i obuwiu wzrósł w lipcu do 24,8 proc., czyli o 2,2 pp miesiąc do miesiąca. Nie wynika to jednak z siły kanału internetowego w takim stopniu, w jakim mogłoby się wydawać. Cała kategoria kurczy się w cenach bieżących zarówno rok do roku (-5,2 proc.), jak i miesiąc do miesiąca (-4,3 proc.). Sprzedaż online w ujęciu rocznym jest płaska (+0,1 proc.), a w miesięcznym rośnie o 4,7 proc. Połączenie tych danych pokazuje, że w tej kategorii za spadki w lipcu odpowiadał handel stacjonarny, a e-commerce w modzie nie tyle przyspiesza, ile trzyma poziom.
Te dwie kategorie dobrze pokazują, że rosnący udział e-commerce nie zawsze oznacza to samo. Może on rosnąć dlatego, że przyspiesza sprzedaż przez internet, ale też dlatego, że zwalnia handel stacjonarny. W kolejnych miesiącach ciekawsze od samego tempa wzrostu może więc okazać się to, w których kategoriach e-commerce zyskuje własną siłą.
